VEGAN vs XXI CENTURY

WHY VEGAN NOT VEGETARIEN?

Witajcie!

*******

W poniższym wpisie skupiam się tylko i wyłącznie na faktach i aspekcie etycznym. Nie przytaczam tutaj wpływu produktów odzwierzecych na nasze zdrowie.

*******

Po szesnastu latach nie-jedzenia mięsa, całkowicie zmieniłam swój styl życia i spontanicznie, z dnia na dzień przeszłam na weganizm. Jeszcze rok temu nie czułam się pewnie używając słowa wegetarianizm. W swoich codziennych wyborach nie zwracałam uwagi na to, czy dany produkt nie zawiera w swoim składzie np. żelatyny (sproszkowanych kości wieprzowych), czy pożądany kosmetyk nie jest testowany na zwierzętach, ani czy torebka na punkcie której szaleję, nie jest wykonana ze skóry. Wszystko to pomimo, że przestałam jeść mięso z powodów etycznych. Teraz moja ignorancja jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Zatraciłam się w konsumpcjonizmie, zapominając, co tak naprawdę ma dla mnie znaczenie. Nie rozwijałam swojej wiedzy, nie interesowałam się warunkami hodowli zwierząt w przemyśle mleczarskim, ani na fermach jaj, kosmetyki dobierałam pod chwilowe zainteresowanie i generalnie żyłam tak, żeby było wygodnie. Godzinami jak otępiała oglądałam haule kosmetyczne, czy ubraniowe i jedyne czego pragnęłam, to mieć to wszystko. Oczywiście słyszałam o weganach, ludziach którzy jedzą tylko warzywa i owoce, najchętniej z własnego ogródka i tak naprawdę, to pewnie żyją gdzieś daleko, w małych wioskach albo w ogóle w lesie. Tak myślałam jeszcze rok temu… i teraz wcale się nie dziwie, że sumienie nie pozwoliło mi nazywać siebie wegetarianką. Z perspektywy czasu uważam, że wcale nią nie byłam.

Teraz jestem gotowa nazwać siebie WEGANKĄ. Nie w 100% bo w obecnych czasach nie mamy na to szans. Nawet podczas zbiorów warzyw, czy owoców, zwierzęta mają swój udział. Ale nie mam nikomu tego za złe. Osobiście wierzę, że zwierzęta zostały stworzone po to, żeby żyć wśród ludzi, żeby nam pomagać, a my w zamian zapewnimy im opiekę, miłość i dach nad głową. Dlatego potrafię zaakceptować małe, prywatne fermy, gdzie często gospodarz sam nie dojje, nie dośpi, ale o swoje zwierzęta zadba. Bo przecież kury znoszą mu jajka, krowy dają mleko, a koń pomoże przy zbiorach np. jabłek. Tak w mojej opinii wygląda symbioza.

W świecie wegańskim, wegetarianie nie mają najlepszej opinii. Prawda jest jednak taka, że to wielki błąd. Zarówno weganom, jak i wegetarianom przyświecają te same cele: miłość do zwierząt i empatia. Pamiętajmy, że w czasach kiedy oba pojęcia się narodziły, nie było masowych produkcji jajek czy mleka. Najczęściej wegetarianin jadł to, co pozyskał z własnej, przydomowej hodowli. Dlatego nie obrzucałabym słowa “wegetarianin” przysłowiowymi kamieniami. Czasy jednak się zmieniły. Mało kto chowa kury w swoim ogródku, albo co rano wyprowadza krowę na pole z nadzieją, że w zamian dostanie mleko 😉 Dlatego uważam, że w obecnych czasach, to właśnie WEGANIZM jest najlepszym dla zdrowia, najbardziej racjonalnym i najbardziej empatycznym stylem życia. Kocham zwierzęta, wszystkie… ostatnią rzeczą jakiej chciałabym być udziałem, to ich cierpienie. Swoją decyzję o przejściu na weganizm podjęłam spontanicznie, ale z czasem doszłam do wielu wniosków, dla których uważam, że ten styl życia, jest najlepszym z możliwych w obecnych czasach. Oto kilka z nich:

– kurom na fermach jajek podcinane są skrzydła, często do krwi. Zwierzęta zamknięte są w maleńkich klatkach, gdzie dodatkowo są im miażdżone nóżki (żeby nie mogły chodzić, maja tylko siedzieć, niewiele jeść i znosić jajka). Zarówno w chowie klatkowym jak i ściółkowym, kury przez całe swoje życie nie widza ani słońca, ani trawy. Nawet jeśli ktoś jest fanem kupowania jajek z hodowli ekologicznych, to niestety musi przyjąć fakt, że gdy kury przestające znosić jajka, tak samo jak przedstawiciele płci męskie, wywożone są do rzeźni. Nie istnieje nic takiego jak kurza emerytura i naprawdę w obecnych czasach, nie ma nic empatycznego w jedzeniu jajek.

– z podstaw biologii doskonale wiemy, że krowy w naturalny sposób dają mleko w okresie, kiedy karmią nim małego cielaczka. Proces wygląda tak samo jak u ludzi. Specjalistą nie jestem w tej dziedzinie, więc piszę tylko i wyłącznie z doświadczenia i własnych przemyśleń. Na farmach przydomowych (pamiętam z dzieciństwa) mleko jest zwyczajnie cielakowi podbierane (im większe potrzeby, tym więcej mleka krowa produkuje). Niestety na farmach mleczarskich, krowom zaraz po urodzeniu odbierane są małe cielaczki, po czym albo trafiają albo do hodowli, gdzie dorastają, żeby w przyszłości stać się maszynami do mleka (przedstawiciele płci żeńskiej), albo od razu są zabijane (przedstawiciele płci męskiej). Nikomu nie życzę usłyszeć krzyk matki, której odebrane jest dziecko. Krowy przez kilka dni potrafią zawodzić i w sumie nie ma czemu się dziwić. Tak skrzywdzone krowy od razy trafiają “pod dojarkę”. Kolejną metodą pozyskania mleka jest gwałt. Dosłownie. Krowy są gwałcone, żeby wywołać u nich ciążę/ciążę urojoną i w ten sposób zmusić zwierzę do produkcji mleka. Ale na tym nie koniec. Podobnie jak w przypadku kur, krowa nie dająca mleka, zostaje wysłana do rzeźni. Kolejny fakt deptania idei przyświecających wegetarianizmowi.

ser produkowany jest z mleka, wiec wracamy do punktu powyżej.

– zagłębiając się w weganizm, znajdujemy coraz więcej obszarów, gdzie zwierzęta mordowane są w okrutny sposób i to zupełnie bez uzasadnienia. Skóry i futra… Rozumiem czasy x-wieków temu, kiedy faktycznie nie było wielkiego wyboru materiałów, a zimy były dużo bardziej srogie niż teraz. Natomiast w XXI wieku mamy ich aż nadmiar. Do pracy dojeżdżamy albo samochodem albo ogrzewanym autobusem, co może nie koniecznie jest najlepsze dla środowiska, ale chyba ostatecznie obaliło potrzebę zrywania skóry ze zwierząt, żeby później okryć się jego futrem. Byłam w styczniu w Polsce i zdarzyło mi się wybrać na 3-godzinny spacer w nieocieplanych butach ze skóry ekologicznej i płaszczu jesiennym. Czy zmarzłam? Trochę zaszło mi w ręce i palce u stóp, nos poczerwieniał, ale poza tym wróciłam cała i zdrowa. Torebki również kupuję ze skóry ekologicznej. W domu rodzinnym mam torebki, które nosiłam dzień w dzień przez 3-4 lata, a teraz po wypraniu i przypasowaniu przetartych miejsc, nosi je przez kolejne lata moja mama. Co za bzdura jest nam wmawiana, że tylko wyroby skórzane są trwałe. Oczywiście na rynku znajdziemy wiele produktów kiepskiej jakości, które rozkładają się zaraz po zdjęciu z wieszaka, ale wszystko to kwestia wyboru. Do dyspozycji mamy ogromny wybór, dobrej jakości torebek i butów ze skóry ekologicznej oraz innych materiałów, w cenie poniżej 200zl.

P.S.1. Pamiętajmy również, że weganizm to nie tylko empatia w stosunku do zwierząt, to również troska o ludzi i o środowisko naturalne. Tylko wtedy, zostaje zachowany prawidłowy balans.

P.S.2. Żeby nikt nie czuł się osamotniony w swojej decyzji o przejściu na weganizm, przygotowałam dla Was poniższe zestawienie: kilku sławnych WEGAN i WEGETARIAN. Jest ich znacznie więcej… Wystarczy wygooglować 🙂

FAMOUS VEGANS and VEGETARIANS

worldbyjasmine - famousvegansandvegetarians

– ENGLISH –

*******

In this post I focus only on the facts and the ethical aspects. I do not talk about the influence of animal products on our health.

*******

After sixteen years of not-eating meat, I completely changed my lifestyle and spontaneously from day to day I went vegan. A year ago I didn’t feel comfortable to using the vegetarianism word. In my daily choices I didn’t pay attention to whether a particular product does not contain eg. gelatine (powdered pig bone) or a cosmetic which I used is not tested on animals, or if the bag I’m crazy about, is not made of leather. This whole ignorance! although I stopped eating meat for ethical reasons. Now it is completely incomprehensible for me. I get lost in the consumptionism world, forgetting what really matters to me. Of course I’ve heard of vegans, but I thought they are a people completely insane who live somewhere far away in the forest. It was my thoughts just a year ago … and now I’m actually not surprised that my conscience did not allow me to call myself vegetarian. With hindsight, I think I never been one of them.

Now I’m ready to call myself a VEGAN. Not in 100% because in our century we do not have a chance for it. Even during the harvest of vegetables or fruits, animals have their share, often being “used” by their owners. Personally I believe that animals were created to live among people to help each others. That is why I can accept a small private farms, where farmers with love taking care of them animals. In my opinion this is the symbiosis.

In a vegan world, vegetarians don’t have the best opinion. But the truth is that vegan and vegetarians as well have the same objectives: love for animals and empathy. Let us to remember that in times when the two concepts were born, there was no mass production of eggs or milk. Frequently vegetarian eat what they gained from own backyard farm. However the time has changed. Hardly anyone is keeping chickens in them backyard, or every morning brings a cow on the field. That is why at the moment only veganism is the best for our health, most rational and most emphatic way of life. I love animals, all … the last thing I want to be involving, it’s their suffering. My decision of become vegan I made spontaneously, but over the time I came to several conclusions, why I think that the vegan lifestyle is the best possible. Here are some of them:
– the hens on egg farms have undercut wings, often into the blood. The animals are enclosed in a tiny cages, where they have also crushed legs (to not be able to walk, they have to sit, and endure an eggs). The hens for their entire lives do not see the sun, or grass. Even someone who is fan of buying eggs from organic farms have to accept the fact, that the hens ceasing to endure eggs, as well as the male gender, are exported to the slaughterhouse. There is no such thing as chicken retirement and really in the XXIst century, there is nothing of empathy in eating eggs.

– from the biology we know that cows naturally produce milk at a time when they feed them baby. The process is the same as for humans. I’m not a specialist in this field, so I write only from experience and my own thoughts. On the backyard farms (I remember from my childhood) milk is simply pilfered from the calf (bigger needs, the more milk, cow is producing). Unfortunately, on the milk farms, calves after birth are immediately stolen from the mother… then either they grow up to become future milk machines or they are killed. The poor, hurt mother is automatically connected to the “milk tapper”. Another method of getting milk is rape. Literally. Cows are raped to induce in them pregnancy / imaginary pregnancy and by this way force the animal to produce milk. But this is not the end. As in the case of chickens, the cow which not gives milk is directly sent to slaughter. Another fact which trampling the idea of vegetarianism.

cheese is made from milk, so we’re back to the point above.

 – delving into veganism, I find more and more areas where animals are murdered in a cruel way… completely without justification. Leather and fur. I can understand times xcenturies ago, when actually there was not much choice of materials and the winters were much more severe than now. However in the twenty-first century, we have a plethora of them. To the work, for shopping or to meet friends we are going either by car or by bus. There is no more need to killing animals and tearing off them skin. I was in Poland in January and I went on 3-hour walk in faux leather boots and in autumn coat. Did I felt cold? A little bit in my hand and toes, my nose get red but beyond that I came back home safe and sound. All my handbags are eco-leather. In my family home I have bags that I wore everyday for 3-4 years, and now after small “renewal” my mom using them over the years. On the market there is a huge selection of good quality handbags and shoes made from eco-leather and other materials. Killing animals for fashion is absolutely disgusting.

P.S.1. Remember also that veganism is not just empathy towards animals, is also a care for people and the environment. Only then the correct balance is maintained.

Your Jasmine

MY EXPERIENCE AFTER THREE MONTHS OF A VEGAN DIET

Moi Drodzy, dzisiaj czas na podsumowanie. Kilka dni temu minęły 3 miesiące, od kiedy z laickiego wegetarianizmu, stałam się świadomym swoich wyborów weganem. Zaznaczam, że specem w tej dziedzinie nie jestem. Jeśli ktoś “zaatakowałby” mnie rozsądnymi argumentami na temat jedzenia mięsa, pewnie nie potrafiłabym ich odeprzeć. Jeszcze 3 miesiące temu, kupowałam kosmetyki testowane na zwierzętach, zupełnie nie interesując się tematem. Co ciekawe, od lat nastoletnich, byłam wręcz przewrażliwiona widząc, czy słysząc, o cierpieniu zwierząt. Nigdy jednak nie skojarzyłam testów na zwierzętach, z ich cierpieniem. Skórzanych rzeczy nigdy nie kupowałam. W tej kwestii okrucieństwo było bardziej oczywiste. Nie mniej jednak, wyjazd do USA, czy początki życia w Dubaju, zaowocowały kilkoma designerskimi torebkami. Powoli trafiają one w ręce osób, którym są bardziej potrzebne. Kosmetyki firm testujących na zwierzętach, stopniowo wykańczam i z dnia na dzień, czuję się szczęśliwsza. Ale nie tylko to jest powodem mojego szczęścia. Pozwólcie, że zacznę od początku.

Jak już wiecie (lub nie) od 16 lat nie jem mięsa. Bycie wegetarianinem z powodów czysto etycznych, wcale nie oznacza zdrowego stylu życia. Wegetariańskich fast foodów jest tyle samo, co ich mięsnych wersji. Już jako nastolatka miałam problemy ze swoją wagą. “Dobre ciotki” uwielbiały wytykać mi, że mam kobiece kształty i fałdkę na brzuchu. W wieku 15 lat zaczęły się pierwsze diety. Od niewinnej diety zgodnej z grupa krwi, przez bulimię, a skończywszy na depresji. Oczywiście chudłam. W najbardziej krytycznym okresie mojego życia, przy wzroście 165cm, ważyłam 38kg. Pochlebne słowa na temat mojej sylwetki, że jaka to jestem chuda, tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że dobrze robię. Niestety, wyniszczającej diety, nie da się długo ukrywać. Rodzice załamywali ręce, a ja sama, czułam się okropnie. Zaczęłam jadać regularnie, początkowo z wielkimi wyrzutami sumienia. Nic się nie działo, więc coraz chętniej sięgałam po normalne jedzenie. Po kilku miesiącach, obudziłam się z wagą 55kg i lekkim cellulitem na udach, pośladkach i brzuchu. Wtedy zaczęło się całe zło. Kolejne diety i efekty jojo spowodowały, że całą swoją uwagę, zaczęłam poświęcać mojemu wyglądowi. Nie umiałam myśleć o niczym innym. Wtedy, na szczęście doznałam przemiany duchowej. Choć urodziłam się katoliczką, nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak wielkim darem jest moje ciało i jak okropną krzywdę mu robię. Z pomocą dobrych ludzi, porzuciłam wszystkie diety, zaczęłam normalnie jeść. Owszem przytyłam. Prócz twarzy, nie ma chyba partii na moim ciele, która przez wcześniejsze głupoty, nie byłaby pokryta cellulitem. Ale zaakceptowałam siebie taką, jaką jestem. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ciągłe przybieranie na wadze, comiesięczne przeziębienie, senność i nieustające pragnienie słodyczy. Czułam, że choć duchowo jestem szczęśliwa i w końcu patrzę na siebie z miłością, to fizycznie i umysłowo, ciągle nie dawało mi to spokoju. I to okropne poczucie ciężkości, jakby ktoś poprzyczepiał do mojego ciała dodatkowe ciężarki.

3-go lipca tego roku, późnym wieczorem, oglądałam filmiki przepięknej AnnieJaffrey. W jednym z nich, opowiada ona o zmianie swojej diety, na 100% RAW. Wspomniała też o FreeLee the Banana Girl, niesamowicie inspirującej Australijce, która stworzyła dietę “RAW till 4”. Tego samego wieczoru, dosłownie pochłonęłam kilka jej filmików. Najbardziej poruszyły mnie dwa, o których już wspominałam w swoim pierwszym poście, z serii “VEGAN vs XXI CENTURY”:

DLACZEGO PRZESTAĆ PIĆ MLEKO (Eng)

DLACZEGO PRZESTAĆ JEŚĆ JAJKA (Eng)

Pamiętam, że tego wieczoru zamykając laptop, byłam przekonana o jednym: od jutra, nie dotknę już nic, co zawiera produkty odzwierzęce. Początkowo nie było to łatwe. Nagle okazało się, że moja dotychczasowa dieta, nie zawiera nic, co byłoby w 100% pozbawione nabiału. Przez pierwszy tydzień, dosłownie topiłam się w rozczarowaniach. Czułam, że nie mam co jeść. Do tego towarzyszyło mi okropne poczucie senności, chyba gorsze niż wcześniej… i cały czas myślałam o czekoladzie. Mimo, że każdy dzień zaczynałam od owocowego smoothie, taki stan umysłu utrzymywał się prawie przez miesiąc. Nie złamałam się jednak, doskonale wiedziałam, że dzieje się tak z jednego powodu – DETOKS. Mój organizm pozbywał się toksyn. Z dnia na dzień, zdobywałam nowe informacje. Wiedziałam, że silne pragnienie czekolady, świadczy o niewystarczającej ilości węglowodanów w mojej diecie. Postanowiłam zjadać tak wiele owoców, jak to tylko możliwe. Jeśli zastanawiacie się, czy odbiło się to na mojej wadze, to od razu odpowiem, że tak. Na początku diety straciłam kilka kilogramów (subtelną różnicę czułam po ubraniach). Byłam zachwycona. Nie dość, że poczucie senności ustąpiło, zaniknęło pragnienie czekolady oraz kawy, a do tego zaczęłam tracić na wadze.

Im lepiej się czułam, tym więcej zjadałam owoców i nasion typu orzechy, czy pistacje. Miałam dużo energii, więc zaczęłam ćwiczyć. Ku mojemu zaskoczeniu, po 2 tygodniach przytyłam 6kg. Początkowo był to szok, ale że do najszczuplejszych osób nie należę, uznałam, że zamiast od razu panikować, przyjrzę się mojej nowej diecie. Rano owocowe smoothie, później organiczne muesli, na lunch sałatka warzywna, po powrocie z pracy owoce i na kolację wielka dawka gotowanych warzyw. Dieta marzenie, więc w czym problem? Wtedy przypadkowo trafiłam na informacje o soli. Wiedziałam, że sól zatrzymuje wodę w organizmie, że trzeba ją ograniczać, itd. No ale przecież ja nie używam soli. Od kiedy pamiętam, moi znajomi narzekali, że te ziemniaki, ten makaron, czy ryż, które ugotowałam, są bez smaku. Wtedy doznałam olśnienia. Kostki smakowe, czy sklepowy sos pomidorowy, które dodaje do moich wieczornych posiłków, to przecież bomby solne. Do tego ponad 2 litry wody wypijane dziennie i bum… dodatkowe 6 kg. Po wymienieniu kostki warzywnej na organiczny sos sojowy, a sosu pomidorowego na ten z niską zawartością soli, waga wróciła do normy w ciągu tygodnia. Co więcej, po 2 miesiącach ćwiczeń, które pierwszy raz w życiu wykonuję z wielką radością, moje ciało znacznie się zmieniło. Okropne boczki, które irytowały mnie przez 15 lat, zniknęły bez śladu, ciało się ujędrniło, a trój-pak na brzuchu (jedna fałdka, druga fałda i trzecia ogromna fałda tłuszczu), zmniejszył się o połowę. Dalej walczę i to z wielką przyjemnością 🙂 Przez ten czas, od kiedy jestem na diecie wegańskiej, nie zachorowałam ani razu. Czuję się lekko, mam mnóstwo energii i takiego wewnętrznego poczucia szczęścia. Nie wiem jak to opisać, ale zwyczajnie chce mi się żyć. Choć rano, chętnie bym jeszcze pospała, skończyły się nieświadome drzemki w ciągu dnia. Czy też tak macie? Przychodzicie z pracy, parzycie ulubioną herbatę, załączacie film lub wyciągacie książkę, 5 minut i bach… budzicie się o 22:00. Szaleństwo. U mnie to była norma, czym doprowadzałam do szalu mojego męża. Zaplanowaliśmy wspólny wieczór, a ja zasypiałam w czasie, kiedy on przygotowywał przekąski.

Swój wpis zakończę punktowym podsumowaniem, najważniejszych aspektów mojego życia, po trzech miesiącach diety wegańskiej:

  • jem tak dużo, jak tylko mam na to ochotę (zadziwiające jest jak wiele cudownych potraw można wyczarować z warzyw i owoców. Pastę, ryż z warzywami, czy lasagne, dalej goszczą na moim stole)
  • mam mnóstwo energii, w końcu ćwiczę regularnie, o czym zawsze marzyłam (5 razy w tygodniu z Mel B, najchętniej wybieram gotowy układ na sobotę)
  • zaczęłam tracić wagę, choć jem znacznie więcej i smaczniej niż przez większość mojego życia
  • zaczęłam myśleć o swoim zdrowiu, nie tylko o swoim wyglądzie. Choć swojej urodzie poświęcam znacznie mniej czasu niż wcześniej, czuje się piękniejsza i szczęśliwsza
  • nauczyłam się i chętnie gotuję
  • przestałam chorować. Wcześniej mój organizm był na tyle słaby, że przeziębienie łapałam praktycznie co miesiąc.
  • ograniczyłam swój udział w wykorzystywaniu i cierpieniu zwierząt
  • poznałam (choć nie osobiście) wiele wspaniałych i inspirujących osób. Chętniej poszerzam swoją wiedzę. Czuję, że mój umysł, znacznie wolniej się “meczy”.

Na koniec dodam tylko, że zdaję sobie sprawę, że w życiu są lepsze i gorsze momenty. Dieta wegańska nie załatwi naszych problemów finansowych, nie znajdzie nam pracy, nie pomoże w problemach w związku, ani nie zmieni za nas pieluch małemu dziecku. Ze wszystkimi ziemskimi problemami, czy zadaniami, musimy sobie radzić tak, jak przed wdrożeniem w naszą codzienność wegańskiego stylu życia. Doda nam jednak energii i sił, do przeciwstawiania się trudnościom. Pomijając już aspekty etyczne i sytuację zwierząt. Dieta wegańska to dieta zdrowa. Nie chorujemy, nie przynosimy chorób do domu, nie wydajemy pieniędzy na lekarstwa. Według mnie, dieta ta ma same zalety. Gdybym miała wymienić jakąkolwiek wadę, to chyba tylko częstsze zgagi. Jedna wada od miliona zalet, a poza tym łyżeczka cukru (stosuję cukier kokosowy) i tak załatwia całą sprawę (uaktualnienie 21.01.2015 – już nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam zgagę, problem sam przeszedł). Szczerze wszystkim polecam weganizm. Jeśli nie interesuje Was sytuacja zwierząt, to zróbcie to dla siebie, dla Waszego zdrowia.

– ENGLISH –

My Dears, today is time for summary. Three months ago my life has totally changed. From amateurish vegetarian, I became conscious of choices vegan. Three months ago I was still buying cosmetics tested on animals. I ate eggs, drank milk, completely not realizing how much animals suffering on this farms.

As you already know (or not) since 16 years I don’t eat meat. Being a vegetarian for purely ethical reasons, doesn’t mean a healthy lifestyle. Vegetarian fast foods are the same fat as the meat versions. As a teenager I already having problems with my weight. “Good aunts” loved to point out my “women” body shape. At the age of 15, I started my first diet. From an innocent diet to bulimia, and ending with depression. Of course I was losing my weight. In the most critical period of my life, with an increase 165cm, I weighed 38kg. Flattering comments about my body, that I look so skinny, only strengthened me that what I’m doing is right. Unfortunately, a devastating diet, can not be long hidden. Parents worried so much… I felt awful. I started to eat regularly, but with huge remorse. Nothing happened, so i started eat normal food more willingly. After a few months, I woke up with a weight of 55kg and with gentle cellulite on my thighs, buttocks and stomach. Then started all problems. New diets and jo-jo effects have caused that all my attention I put on my look. I couldn’t think of anything else. Then, luckily I experienced spiritual transformation. I was born as Catholic, but I never thought how great a gift is my body and how terrible way I’m treating it. With the help of good people, I gave up with all diets, I started to eat normally. I gained weight. But I accepted myself as I am. Everything would be fine if not continuous weight gain, monthly cold, sleepiness and relentless desire for sweets. I felt that even though spiritually I’m happy, and finally I’m looking at myself with love, physically and mentally, still I can’t stay in peace.

3rd of July this year, late in the evening I was watching videos of beautiful AnnieJaffrey. In one of them, she talks about changing her diet to 100% RAW. She mentioned also FreeLee the Banana Girl, incredibly inspirational Australian which created the “RAW till 4” diet. This same evening, I watched a few of her videos. The most touched me two, which I already mentioned in my first post, from the series “VEGAN vs XXI CENTURY”:

REASONS TO STOP DRINKING MILK

REASONS TO STOP EATING EGGS

I remember that this evening when closing the laptop, I was sure of one thing: from tomorrow, I will not touch anything what contains animal products. At the beginning it wasn’t easy. Suddenly I realize that my previous diet, doesn’t contain anything that would be 100% free of dairy. By the first week, I literally drowning in disappointment. I felt I didn’t have anything to eat. Plus all the time I had awful feeling of sleepiness, probably worse than before and the whole time I was thinking about chocolate. Even every day I had a fruit smoothie, nothing changed. It didn’t break me, I knew that the reason of my feeling is DETOX. From day to day, I gained new information. Reason of a strong desire for chocolate was insufficient amount of carbohydrates in my diet. I decided to eat as many fruits as possible. If you are wondering if this decision reflected on my weight, the answer is YES. At the beginning of the diet I lost a few pounds. I was so happy. Not only the feelings of sleepiness gone, desire for chocolate and coffee disappeared, but also I started to losing weight.

The better I felt, the more fruits and seeds I ate. I had a lot of energy, so I started to exercise. To my surprise, after 2 weeks I gained 6 kg. Initially it was a shock, but instead of panic I decided to look into my new diet. Fruit smoothie in the morning, organic muesli or vegetable salad for lunch, fresh fruits after work and cooked vegetables for dinner. Dream diet, so what’s wrong? Accidentally I found information about salt. I knew that salt retains water in the body, that we should reduced it in our diet, etc. But since long time I don’t using salt at all. Then I realized that the flavored cubes or regular tomato sauce, which I’m adding to my evening meals are salt bombs. Plus min 2 liters of water and bam 6kg extra. After replacing the flavored cubes on organic soy sauce and regular tomato sauce on these with a low salt, the weight returned to normal within a week. After 2 months of exercise my body has changed considerably. Finally my 3rd months “pregnant” stomach has reduced by half. By the time since I’m on a vegan diet, I do not get sick even once. I feel light, healthy and I have a lot of energy. I experience an inner sense of happiness.

The most important aspects of my life, after three months of a vegan diet:

  • I eat as much as I want (fruits and vegetables as well as paste, rice with vegetables, or veg lasagne)
  • I have a lot of energy, finally I exercise regularly, as I always wanted
  • I started to losing weight, even I eat much more and tastier than before
  • I start to think about my health, not only about my beauty. I feel more beautiful and happier
  • I learned to cook
  • I stopped to get sick. Previously, my body was so weak that I caught a cold almost every month
  • less animal suffering because of me
  • I met (not personally) many wonderful and inspiring people. More likely I develop my knowledge

At the end I’ll just add that I understand that in life there are better and worse moments. A vegan diet will not solve our financial problems, will not find work for us, does not help with problems in our relationship, or not change diapers for our little baby. With all our problems or tasks, we have to deal as before. However, it will give us lots of power and energy. Apart from the ethical aspects and the situation of animals a vegan diet is a healthy diet. We don’t get sick, we don’t spend money on medication. Sincerely I recommend vegan diet to everybody. If you are not interesting of animals situation, do it for yourself, for your health.

Your Jasmine.

VEGAN vs XXI CENTURY #1

Witajcie!

7-mego lipca, zapoczątkowałam nową serię: “VEGAN vs XXI CENTURY” i po jednym wpisie cisza. Nie wynika to z braku słów, czy braku wiedzy na ten temat (choć niektóre fakty, swoim okrucieństwem, dosłownie zapierają dech w piersi). Większość wegan, jest wręcz zafascynowana tym tematem, swoim życiem, kuchnią… ja również. Często mam wrażenie, że wręcz torturuję swojego męża, jednym i tym samym tematem. Tak naprawdę, to tylko z jego strony, w swoim otoczeniu, odnajduję zrozumienie. Większość znajomych, czy nowo poznanych ludzi, na moje pytanie w kawiarni: “czy macie mleko sojowe?”, gorączkowo przewraca oczami, jakby to był wstyd. Długi czas, będąc wegetarianka, nie dzieliłam się tą informacją z nikim. Zawsze unikałam tematu. Miałam poczucie wstydu, że stwarzam niepotrzebne problemy. Kiedy już zaczęłam rozmawiać o tym, miałam wrażenie, że ludzie nie chcą tego słuchać, coś na zasadzie, “mam swoja wolność i nie próbuj wmawiać mi, że jesteś lepsza”. Oczywiście, że nie jestem lepsza. Nie ma ludzi lepszych, ani gorszych. Kocham ludzi i wszystkich staram się traktować tak samo. Z należytym szacunkiem. Dlatego właśnie nie chcę, żeby ktoś, kto czyta mój blog, czuł, że robię mu wyrzuty. Absolutnie nie. Bez względu na to, jaka drogę życia sobie wybraliście. Mój mąż jadał mięso 3 razy dziennie. Marzyłam, żeby coś się zmieniło. Wiedziałam jednak, że nakazami, czy obrażaniem się, niczego nie wskóram. Nawet jeśli przeszedł by na wegetarianizm z mojego powodu, jestem przekonana, że po pierwszej kłótni, wyszedłby z domu i zamówiłby kurczaka w restauracji. Nie chcę jednak milczeć. Może któregoś dnia, jakaś osoba, przypadkowo trafi na mój blog, przeczyta ten post, zacznie szukać więcej informacji w internecie i znajdzie prawdę, która zmieni jej życie.

Uwielbiam weganizm, uwielbiam dzielić się dobrymi wiadomościami. Schronisko zostało dofinansowane… Super! Małpka została ocalona z laboratorium… Niesamowite! Weganizm to piękna sprawa i cieszę się, że jest mi dane, doświadczać tego w moim życiu. Ale piękne słowa to nie wszystko. Miliony żywcem mielonych czy krojonych zwierząt, obdzieranych ze skóry, czy umyślnie ranionych, żeby później nałożyć na tą ranę środek czystości i sprawdzić, za ile czasu skóra się wypali, jak ten proces przebiega. To wszystko przechodzi moje pojęcie. Nawet teraz, pisząc to, mam łzy w oczach. I pomyśleć, że przez tak wiele lat, sama ignorowałam te wiadomości. Kiedy ja smarowałam się kremem anty-aging lub pryskałam perfumami, jakaś maleńka istotka, zamknięta w klatce, czy przywiązana do urządzenia laboratoryjnego, ten sam produkt miała wkroplony do oczu, czy rany na skórze… Przechodziła okrutne katusze. Dlaczego? Żebym ja czuła się piękniejsza… A przecież mamy wybór. Nie jest tak, że wszystkie fajne kosmetyki należą do firm, testujących swoje produkty na zwierzętach.

Produkty wprowadzone na rynek europejski, są wolne od testów. Co oczywiście jest cudownym faktem i na pewno ogranicza ilość maltretowanych zwierząt. Niestety te same produkty, tych samych firm, są testowane na zwierzętach, zanim trafia na rynek chiński. O tym nie myślimy, kupujemy. A później dziwimy się, dlaczego The Body Shop, MAC, Urban Decay, czy inne firmy zostały wykupione przez ogromne, bogate koncerny jak Loreal, czy Estee Lauder. Bo maja one na to pieniądze, dzięki wsparciu konsumentów. Taka jest prawda. Najbardziej irytuje mnie stwierdzenie, że przecież produkty organiczne, wegańskie, są znacznie droższe. Owszem, są. Dlatego, że firmy nie mogą sobie pozwolić na obniżenie kosztów. Byłoby to możliwe, gdyby popyt na nie był większy. I kolejna sprawa. Czy naprawdę wierzycie, że wszystkie te chemiczne produkty są bezpieczne dla naszego zdrowia? Dzień w dzień, rok w rok wsmarowujemy w siebie “bezpieczną dawkę chemikali”, kolejną zjadamy, a jeszcze inną wdychamy. I bum… Nasi dziadkowie umierali na wojnie, za ojczyznę, a nasza generacja, wymiera na raka i choroby serca. Generacja alergików. A przecież nie musi tak być. Nie bez powodu, weganie głoszą na prawo i lewo, że nie chorują, od kiedy przeszli na tą dietę. Absolutnie to potwierdzam. Od kiedy zamieszkałam w Dubaju, co miesiąc atakowało mnie przeziębienie, bóle głowy, wymioty (kuchnie z całego świata, nie każdemu służą). Upały i klimatyzacja, skutecznie mnie rozkładały. Od kiedy przeszłam na weganizm, nie choruję.

Wiem, że wielu z Was pomyśli, że jedzenie wegańskie, jest nie tylko nudne, monotonne, ale też same z tym problemy. Trzeba sprawdzać składy, ciężko znaleźć wegańską restauracje (wracamy do kwestii popytu), trzeba zrezygnować z ulubionych przysmaków…. Ja też czasem się tak czuję. Musiałam zrezygnować z wielu ukochanych produktów, czy kosmetyków, bo weganizm to nie tylko jedzenie, ale każda sfera życia. Początkowo, wydawało mi się to niemożliwe. Po kilku tygodniach, nawet nie pamiętam, dlaczego tak bardzo lubiłam swoje wcześniejsze przyzwyczajenia. Zapewniam Was też, że nigdy smaczniej nie jadałam, jak przez te ostatnie kilka miesięcy. Nawet nauczyłam się trochę gotować. Polubiłam to. W następnym wpisie z tej serii, podzielę się z Wami, moimi osobistymi odczuciami na diecie wegańskiej. Co tu będę ukrywać, moje życie zmieniło się diametralnie. Od wyglądu, przez samopoczucie i aktywność fizyczną. Według mojej opinii na lepsze. Są też sprawy trudne i nie do końca przyjemne, ale o nich wkrótce…

– ENGLISH –

7 th of July, I started a new series: “VEGAN vs XXI century,” and after one post – silence. Not due to a lack of words, or lack of knowledge in this subject (although some of the facts, the cruelty, literally are breathtaking). Most of vegans are fascinated by this metter, by them life, them kitchen … me too. Sometimes I have a feelings, that I almost torturing my husband with one and the same topic. In fact, he is only the one person in my surrounding, who understand me. Most of my friends for question in the cafe: “do you have soy milk?”, turns back as if it was a shame. A long time, being a vegetarian, I don’t shared this information with anyone. I always avoided this topic. I had a feeling that I create unnecessary problems. When I started to talk about this, people usually react very unfriendly way, “I have my freedom and don’t try to tell me that you’re better”. Of course, I’m not better. There are no people better or worse. Everybody deserve for respect. That’s why I want for my readers to feel comfortable here. No matter what lifestyle you follow. My husband ate meat three times a day. I dreamed that something has changed. But I knew that by prohibitions I haven’t achieved anything. It had to be his decision.

Veganism is a beautiful thing and I’m glad that I can experience this in my life. But nice words are not everything. Millions animas are suffer because of humans every single day. Animals are often alive, when they are processed into meat, or leather for our bags, shoes and furs. Cruel cosmetics tests. It’s not true that these tests are gentle, that shower gel is rubbed into rabbit fur. Animals are wounded, and the wound is spread with tested product. The same with detergents, perfumes or exfoliating toners. Do not forget about eyes… I don’t want even imagine this. Even now, writing this, I have a tears in my eyes. And for what all of this cruel? So that we can feel more beautiful … But we have a choice. It is not true that all nice cosmetics belong to the companies which testing their products on animals.

Products placed on the European market, are cruelty-free. Which of course is a wonderful fact, and definitely limits the number of abused animals. Unfortunately, the same companies, are tested them products on animals before it gets on the Chinese market. We don’t think about it, we just buying. Later wonder why The Body Shop, MAC, Urban Decay, and other have been bought by large, rich companies like L’Oreal, and Estee Lauder. Because they getting lots of money from consumers. That’s the truth. The most irritates me argument, that organic/vegan products, are much more expensive. Yes, they are. That’s because the companies can not afford to reduce costs. This would be possible if the demand for them was bigger. And another topic. Do you really believe that all these chemical products are safe for our health? Day by day, year by year we smear in our bodys “safe dose of chemicals”, another dose we are eating, and one more breathe in. And boom … Our grandparents died in war, and our generation is dying of cancer and heart disease. But it’s not necessarily. Vegans preach that on this diet, you will not get sick. I absolutely agree with this. Since I moved to Dubai every month I was attacked by cold, headache or vomiting (kitchens from around the world, are not suitable for everybody). Heat and air conditioning definitely did not help. Since I went on vegan diet, I don’t get sick even once.

I know that many of you will think, that vegan diet is not only boring, monotonous, but also problematic. You have to check ingredients, it’s hard to find a vegan restaurants (we back to the demand issue), you have to give up with favorite delicacies…. I also sometimes feel like this. I had to give up with many beloved products, or cosmetics because veganism is not just a diet, it’s lifestyle. At the beginning, it seemed impossible to me. Now I assure you that I’ve never ate tastier, as these last few months. I even learned how to cook a little and I liked it. In the next post from this series, I will share with you my personal feelings on a vegan diet. My life has changed dramatically 🙂 And I’m happy with that.

Your Jasmine

ME, THE PERSON WHO DON’T EAT MEAT

worldbyjasmine - go veg

Witajcie!

Planuję podjąć się bardzo trudnego tematu, czyli życie wegan, wegetarian, czy osób, którym zależny na ograniczeniu cierpienia zwierząt, w dzisiejszych czasach. Postanowiłam więc, rozpocząć cykl wpisów, zatytułowanych “VEGAN vs XXI CENTUARY” (wegan kontra XXI wiek). Będę dzielić się z Wami tym, czego do tej pory nauczyłam się o bezmięsnym stylu życia, jak również moimi przemyśleniami na dane tematy. Dzisiaj zapraszam Was na post z tej samej kategorii, ale stricte dotyczący mnie i mojego życia.

Jak możecie przeczytać w zakładce „ABOUT ME”, od 16 lat nie jem mięsa. Nie nazwałam się wegetarianka, ani tym bardziej weganka. Dodatkowo prezentuje Wam produkty, które były lub są testowane na zwierzętach. Wygląda to na hipokryzję i dla wielu może to być kwestią bezsporną. Ja również się z tym zgadzam, ale pozwólcie że wrócę do tematu w dalszej części posta.

Jak więc zaczęła się moja historia z niejedzeniem mięsa. Jako 14-latka zostałam poproszona przez mamę do pomocy, w gotowaniu świńskich nóżek, na ukochaną galaretkę wieprzową. Mama czymś się zajęła i mnie w udziale przyszło ich przekręcenie we wrzątku. Niewiele myśląc chwyciłam je ręką. Było to jak uderzenie pioruna. Dotknęłam gotowanej nóżki, a następnie chwyciłam się za kostkę. Pamiętam myśl, która wtedy przemknęła mi przez głowę: „przecież one są takie same”. Dokładnie od tego dnia, od maja 1998 roku nie jem mięsa. Nie było wokół tego żadnej filozofii, żadnego wegańskiego stylu życia. Przestałam jeść mięso i ryby. Tak po prostu, z dnia na dzień. Nigdy też za nim nie tęskniłam. Piłam jednak mleko, jadłam jajka, sery i wszelakie produkty odzwierzęce. Dobiłam do 30-stki, a nadal jestem „dzieckiem” w tym temacie. Przez tych 16 lat nasłuchałam się tyle przeróżnych opinii, usłyszałam tyle komentarzy (w większości negatywnych), że generalnie większość czasu starałam się ukrywać fakt, że nie jem mięsa.

Tak samo jak te 16 lat temu, poczułam impuls do rezygnacji z mięsa, tak od kilku tygodniu czuję, że powinnam zagłębić się w temat weganizmu/wegetarianizmu, wyrobić sobie jasne i klarowne zdanie. W końcu przestać obawiać się mówić na głos, że nie jem mięsa. Planuję poszerzyć też swoją wiedzę i zmienić dotychczasowy styl życia. Kilka tygodniu temu całkowicie zrezygnowałam z jajek, mleka i produktów odzwierzęcych. Chce również przestać kupować kosmetyki, firm testujących na zwierzętach. Co mnie do tego skłoniło?

Teraz będzie najtrudniej, ale postanowiłam być szczera. Osobiście uważam, że Bóg stworzył zwierzęta, żeby nam pomagały, żeby były towarzyszami w trudach naszej pracy. Przypomnijmy sobie „dawne czasy”. Większość rodzin miała małe gospodarstwa domowe. Kury znosiły jajka, krowy dawały mleko, świnki hodowaliśmy na ubój. Opiekowaliśmy się nimi z sercem, wiedząc, że dadzą nam wyżywienie. Zapewnialiśmy im dach nad głową, karmiliśmy je, a one spełniały swoje zadanie tutaj na ziemi. I ja właśnie w to wierzę. Że każdemu stworzeniu, Bóg przypisał jakaś rolę, jakieś zadanie. Minęło kilkanaście lat i świat się zmienił. Urbanizacja, zwiększenie tempa pracy, coraz większe pragnienia, czy ludzkie potrzeby, spowodowały rozwój morderczych fabryk. Ludziom nie wystarcza już mięso raz w tygodniu, nagle życzą sobie jedzenia mięsa 3 razy dziennie. Więcej, zwierzęta te hodowane są w makabrycznych warunkach, a ich rozwój został zaburzony wstrzykiwaniem sterydów. Zwierzęta krojone, czy mielone są żywcem, bo my ludzie, chcemy szybciej. Czy mleko faktycznie jest mlekiem i jak wygląda proces nabywania jajek, selekcji kurcząt? Nie jestem w stanie tego opowiedzieć. Podlinkuję Wam filmiki, które ostatecznie otworzyły mi oczy.

DLACZEGO PRZESTAĆ PIĆ MLEKO (Eng)

DLACZEGO PRZESTAĆ JEŚĆ JAJKA (Eng)

HOME – bez problemu znajdziecie na YouTube Polską wersję filmu. Tytuł: HOME SOS ZIEMIA!

Czy więc teraz jestem gotowa nazwać się weganinem, czy chociażby wegetarianinem. Nie. Na chwilę obecną jest to proces. Wciąż posiadam kosmetyki firm, testujących na zwierzętach, wciąż nie znam szczegółowego pochodzenia niektórych torebek, czy butów. Ale to się zmieni. Nie zamierzam robić wielkich rewolucji, wyrzucać posiadanych rzeczy. Nie widzę w tym sensu. Uważam, że wyrzucenie np. torebki ze skóry, byłoby okropnym marnotrawstwem. W jaki sposób pomagam, wyrzucając kosmetyki, które już posiadam w swojej kosmetyczce? Wydaje mi się, że to wręcz brak szacunku do zabitych zwierząt. Nie tedy droga. Uważam, że trzeba patrzeć w przyszłość. Przed kolejnym zakupem zastanowić się, sprawdzić, czy produkt, który zamierzamy kupić zawiera składniki pochodzenia odzwierzęcego, czy nie. Czy był testowany na zwierzętach, czy nie. Owszem, jeśli dysponujemy wystarczającymi środkami finansowymi, żeby wymienić cała nasze kosmetyczkę, czy garderobę, to super, ale pamiętajmy wtedy, o oddaniu tych rzeczy osobie, która nie jest zainteresowana tematem weganizmu/wegetarianizmu. Nigdy nie wyrzucajcie.

Jeśli ktoś jest zainteresowany tematem, czy zmianą życia, to całym sercem trzyma za Was kciuki. Doradzam jednak rozsądek. Zapoznanie się z tematem. Chaotyczna i bezmyślna rezygnacja ze wszystkiego co odzwierzęce, łatwo może zakończyć się porażką. Spowoduje to powrót do poprzedniego stylu życia, tylko z wielkimi wyrzutami sumienia. Zainteresujcie się tematem, poczytajcie i wyróbcie sobie zdanie, które da Wam sile i wytrwałość. Niech Wasza decyzja będzie świadoma, bo tylko wtedy zaowocuje ona konsekwentnym działaniem. Przestrzegam Was również przed wieloma krytycznymi komentarzami ze strony otoczenia. Tak to już jest. Jak się nie wie, czy nie rozumie, to najłatwiej wyśmiać.

– ENGLISH –

I plan to take a very difficult topic – life of vegans, vegetarians, or people who wants to reducing the suffering of animals. So I decided, to start a series of posts, titled “VEGAN vs XXI CENTUARY”. I will share with you what we’ve learned about the meatless lifestyle, as well as my thoughts on this kind of topics. Today I would like to talk with you strictly about myself and my life.

As you can read in the “ABOUT ME” since 16 years I don’t eat meat. I didn’t call myself a vegetarian, let alone vegan. Plus, I’m presenting products, that have been tested on animals. It sounds like hypocrisy and for many people it can be a matter of indisputable. I also agree with that, but let me get back to the topic later

How do I start my life without meat? As a 14-year-old girl I was asked by my mother, to help with cooking the pork jelly. I had to turn the pig feet in boiling water. Without thinking I grabbed it by hand. It was like a lightning strike. Then I touch my ankle. I remember the thought which come to my mind in that moment: “they are the same”. Exactly from that day, since May 1998 I don’t eat meat. There wasn’t any philosophy around that, no vegan lifestyle. I stopped eating meat and fish. Just like that, from day to day. I’ve never missed it. But I drank milk, ate eggs, cheese, etc. Now I’m 30-years-old women but still I feel I’m a “child” in this topic. Over these 16 years I’ve heard so many opinions, so many comments (mostly negative), that most of the time I tried to hide the fact, that I don’t eat meat.

Just like these 16 years ago, I felt the impulse to give up with meat, since a few weeks, I feel I should delve into the topic of veganism / vegetarianism, find/create my own opinion. Finally to stop afraid to say loud, that I don’t eat meat. I’m planning to expand my knowledge and also to change the current way of life. A few weeks ago, I completely gave up with eggs, with milk and other animal products. I want also to stop buying cosmetics tested on animals. What pushed me to do it?

Now it will be the hardest, but I decided to be honest. Personally, I believe that God created an animals, to helped us in our life, with our work. To be our companion, to be our support. Recall the “old times”. Most families had small households. Hens laid eggs, cows give milk, pigs were growing for slaughter (full family had meat for few months). We took care of them with our heart, knowing, that they will give us food. We provided roof over them head, and we was fed them. It took several years and the world has changed. Urbanization, increasing the pace of work, increasing human needs, resulted in the development of deadly factories. Meat once a week is not longer enough, people want to eat meat three times a day. More, these animals are growing in gruesome conditions, and their development is disrupted by steroids injections. The animals are cut ​​or minced alive, because we people, we human being, want faster. Is milk is actually milk and how is look the process of eggs production, chickens selection? I’m not able to tell. Check the videos, that finally opened my eyes.

REASONS TO STOP DRINKING MILK

REASONS TO STOP EATING EGGS

HOME

Is now I can call myself vegan, or vegetarian. No. At the moment it’s a process. I still have cosmetics tested on animals, I still don’t know if some of my handbags, and shoes are not made from natural leather. But this will change. I’m not going to do big revolutions, throwing out my stuff and buying new. I don’t see any sense of that. It would be a terrible waste. It’s not right way. But I think, that we have to ‘look in future’. Before next purchase, check whether the product contains animals ingredients or not. Was it tested on animals or not. Of course, if you have sufficient financial to replace all your beautician, all your dressing room – great, but remember to give those things to a person, who is not interested of veganism/vegetarianism. Never throw away.
 
If anyone is interested change own life, by all my heart I’m with you. However, I advise you to keep open mind. Make your own research. With the chaotic and thoughtless decision, you can easily fail. This returns you to the previous way of life, but with huge pangs of conscience. Read a lot and create your own idea, how to help our small friend. This will give you the strength and perseverance in your decisions. Make aware choices, because only then it will result in consistent action. I warn you also against many critical comments from the environment. This is it. If somebody don’t know or don’t understand, it’s easiest to make fun of.
Your Jasmine