MY EXPERIENCE AFTER THREE MONTHS OF A VEGAN DIET

Moi Drodzy, dzisiaj czas na podsumowanie. Kilka dni temu minęły 3 miesiące, od kiedy z laickiego wegetarianizmu, stałam się świadomym swoich wyborów weganem. Zaznaczam, że specem w tej dziedzinie nie jestem. Jeśli ktoś “zaatakowałby” mnie rozsądnymi argumentami na temat jedzenia mięsa, pewnie nie potrafiłabym ich odeprzeć. Jeszcze 3 miesiące temu, kupowałam kosmetyki testowane na zwierzętach, zupełnie nie interesując się tematem. Co ciekawe, od lat nastoletnich, byłam wręcz przewrażliwiona widząc, czy słysząc, o cierpieniu zwierząt. Nigdy jednak nie skojarzyłam testów na zwierzętach, z ich cierpieniem. Skórzanych rzeczy nigdy nie kupowałam. W tej kwestii okrucieństwo było bardziej oczywiste. Nie mniej jednak, wyjazd do USA, czy początki życia w Dubaju, zaowocowały kilkoma designerskimi torebkami. Powoli trafiają one w ręce osób, którym są bardziej potrzebne. Kosmetyki firm testujących na zwierzętach, stopniowo wykańczam i z dnia na dzień, czuję się szczęśliwsza. Ale nie tylko to jest powodem mojego szczęścia. Pozwólcie, że zacznę od początku.

Jak już wiecie (lub nie) od 16 lat nie jem mięsa. Bycie wegetarianinem z powodów czysto etycznych, wcale nie oznacza zdrowego stylu życia. Wegetariańskich fast foodów jest tyle samo, co ich mięsnych wersji. Już jako nastolatka miałam problemy ze swoją wagą. “Dobre ciotki” uwielbiały wytykać mi, że mam kobiece kształty i fałdkę na brzuchu. W wieku 15 lat zaczęły się pierwsze diety. Od niewinnej diety zgodnej z grupa krwi, przez bulimię, a skończywszy na depresji. Oczywiście chudłam. W najbardziej krytycznym okresie mojego życia, przy wzroście 165cm, ważyłam 38kg. Pochlebne słowa na temat mojej sylwetki, że jaka to jestem chuda, tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że dobrze robię. Niestety, wyniszczającej diety, nie da się długo ukrywać. Rodzice załamywali ręce, a ja sama, czułam się okropnie. Zaczęłam jadać regularnie, początkowo z wielkimi wyrzutami sumienia. Nic się nie działo, więc coraz chętniej sięgałam po normalne jedzenie. Po kilku miesiącach, obudziłam się z wagą 55kg i lekkim cellulitem na udach, pośladkach i brzuchu. Wtedy zaczęło się całe zło. Kolejne diety i efekty jojo spowodowały, że całą swoją uwagę, zaczęłam poświęcać mojemu wyglądowi. Nie umiałam myśleć o niczym innym. Wtedy, na szczęście doznałam przemiany duchowej. Choć urodziłam się katoliczką, nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak wielkim darem jest moje ciało i jak okropną krzywdę mu robię. Z pomocą dobrych ludzi, porzuciłam wszystkie diety, zaczęłam normalnie jeść. Owszem przytyłam. Prócz twarzy, nie ma chyba partii na moim ciele, która przez wcześniejsze głupoty, nie byłaby pokryta cellulitem. Ale zaakceptowałam siebie taką, jaką jestem. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ciągłe przybieranie na wadze, comiesięczne przeziębienie, senność i nieustające pragnienie słodyczy. Czułam, że choć duchowo jestem szczęśliwa i w końcu patrzę na siebie z miłością, to fizycznie i umysłowo, ciągle nie dawało mi to spokoju. I to okropne poczucie ciężkości, jakby ktoś poprzyczepiał do mojego ciała dodatkowe ciężarki.

3-go lipca tego roku, późnym wieczorem, oglądałam filmiki przepięknej AnnieJaffrey. W jednym z nich, opowiada ona o zmianie swojej diety, na 100% RAW. Wspomniała też o FreeLee the Banana Girl, niesamowicie inspirującej Australijce, która stworzyła dietę “RAW till 4”. Tego samego wieczoru, dosłownie pochłonęłam kilka jej filmików. Najbardziej poruszyły mnie dwa, o których już wspominałam w swoim pierwszym poście, z serii “VEGAN vs XXI CENTURY”:

DLACZEGO PRZESTAĆ PIĆ MLEKO (Eng)

DLACZEGO PRZESTAĆ JEŚĆ JAJKA (Eng)

Pamiętam, że tego wieczoru zamykając laptop, byłam przekonana o jednym: od jutra, nie dotknę już nic, co zawiera produkty odzwierzęce. Początkowo nie było to łatwe. Nagle okazało się, że moja dotychczasowa dieta, nie zawiera nic, co byłoby w 100% pozbawione nabiału. Przez pierwszy tydzień, dosłownie topiłam się w rozczarowaniach. Czułam, że nie mam co jeść. Do tego towarzyszyło mi okropne poczucie senności, chyba gorsze niż wcześniej… i cały czas myślałam o czekoladzie. Mimo, że każdy dzień zaczynałam od owocowego smoothie, taki stan umysłu utrzymywał się prawie przez miesiąc. Nie złamałam się jednak, doskonale wiedziałam, że dzieje się tak z jednego powodu – DETOKS. Mój organizm pozbywał się toksyn. Z dnia na dzień, zdobywałam nowe informacje. Wiedziałam, że silne pragnienie czekolady, świadczy o niewystarczającej ilości węglowodanów w mojej diecie. Postanowiłam zjadać tak wiele owoców, jak to tylko możliwe. Jeśli zastanawiacie się, czy odbiło się to na mojej wadze, to od razu odpowiem, że tak. Na początku diety straciłam kilka kilogramów (subtelną różnicę czułam po ubraniach). Byłam zachwycona. Nie dość, że poczucie senności ustąpiło, zaniknęło pragnienie czekolady oraz kawy, a do tego zaczęłam tracić na wadze.

Im lepiej się czułam, tym więcej zjadałam owoców i nasion typu orzechy, czy pistacje. Miałam dużo energii, więc zaczęłam ćwiczyć. Ku mojemu zaskoczeniu, po 2 tygodniach przytyłam 6kg. Początkowo był to szok, ale że do najszczuplejszych osób nie należę, uznałam, że zamiast od razu panikować, przyjrzę się mojej nowej diecie. Rano owocowe smoothie, później organiczne muesli, na lunch sałatka warzywna, po powrocie z pracy owoce i na kolację wielka dawka gotowanych warzyw. Dieta marzenie, więc w czym problem? Wtedy przypadkowo trafiłam na informacje o soli. Wiedziałam, że sól zatrzymuje wodę w organizmie, że trzeba ją ograniczać, itd. No ale przecież ja nie używam soli. Od kiedy pamiętam, moi znajomi narzekali, że te ziemniaki, ten makaron, czy ryż, które ugotowałam, są bez smaku. Wtedy doznałam olśnienia. Kostki smakowe, czy sklepowy sos pomidorowy, które dodaje do moich wieczornych posiłków, to przecież bomby solne. Do tego ponad 2 litry wody wypijane dziennie i bum… dodatkowe 6 kg. Po wymienieniu kostki warzywnej na organiczny sos sojowy, a sosu pomidorowego na ten z niską zawartością soli, waga wróciła do normy w ciągu tygodnia. Co więcej, po 2 miesiącach ćwiczeń, które pierwszy raz w życiu wykonuję z wielką radością, moje ciało znacznie się zmieniło. Okropne boczki, które irytowały mnie przez 15 lat, zniknęły bez śladu, ciało się ujędrniło, a trój-pak na brzuchu (jedna fałdka, druga fałda i trzecia ogromna fałda tłuszczu), zmniejszył się o połowę. Dalej walczę i to z wielką przyjemnością 🙂 Przez ten czas, od kiedy jestem na diecie wegańskiej, nie zachorowałam ani razu. Czuję się lekko, mam mnóstwo energii i takiego wewnętrznego poczucia szczęścia. Nie wiem jak to opisać, ale zwyczajnie chce mi się żyć. Choć rano, chętnie bym jeszcze pospała, skończyły się nieświadome drzemki w ciągu dnia. Czy też tak macie? Przychodzicie z pracy, parzycie ulubioną herbatę, załączacie film lub wyciągacie książkę, 5 minut i bach… budzicie się o 22:00. Szaleństwo. U mnie to była norma, czym doprowadzałam do szalu mojego męża. Zaplanowaliśmy wspólny wieczór, a ja zasypiałam w czasie, kiedy on przygotowywał przekąski.

Swój wpis zakończę punktowym podsumowaniem, najważniejszych aspektów mojego życia, po trzech miesiącach diety wegańskiej:

  • jem tak dużo, jak tylko mam na to ochotę (zadziwiające jest jak wiele cudownych potraw można wyczarować z warzyw i owoców. Pastę, ryż z warzywami, czy lasagne, dalej goszczą na moim stole)
  • mam mnóstwo energii, w końcu ćwiczę regularnie, o czym zawsze marzyłam (5 razy w tygodniu z Mel B, najchętniej wybieram gotowy układ na sobotę)
  • zaczęłam tracić wagę, choć jem znacznie więcej i smaczniej niż przez większość mojego życia
  • zaczęłam myśleć o swoim zdrowiu, nie tylko o swoim wyglądzie. Choć swojej urodzie poświęcam znacznie mniej czasu niż wcześniej, czuje się piękniejsza i szczęśliwsza
  • nauczyłam się i chętnie gotuję
  • przestałam chorować. Wcześniej mój organizm był na tyle słaby, że przeziębienie łapałam praktycznie co miesiąc.
  • ograniczyłam swój udział w wykorzystywaniu i cierpieniu zwierząt
  • poznałam (choć nie osobiście) wiele wspaniałych i inspirujących osób. Chętniej poszerzam swoją wiedzę. Czuję, że mój umysł, znacznie wolniej się “meczy”.

Na koniec dodam tylko, że zdaję sobie sprawę, że w życiu są lepsze i gorsze momenty. Dieta wegańska nie załatwi naszych problemów finansowych, nie znajdzie nam pracy, nie pomoże w problemach w związku, ani nie zmieni za nas pieluch małemu dziecku. Ze wszystkimi ziemskimi problemami, czy zadaniami, musimy sobie radzić tak, jak przed wdrożeniem w naszą codzienność wegańskiego stylu życia. Doda nam jednak energii i sił, do przeciwstawiania się trudnościom. Pomijając już aspekty etyczne i sytuację zwierząt. Dieta wegańska to dieta zdrowa. Nie chorujemy, nie przynosimy chorób do domu, nie wydajemy pieniędzy na lekarstwa. Według mnie, dieta ta ma same zalety. Gdybym miała wymienić jakąkolwiek wadę, to chyba tylko częstsze zgagi. Jedna wada od miliona zalet, a poza tym łyżeczka cukru (stosuję cukier kokosowy) i tak załatwia całą sprawę (uaktualnienie 21.01.2015 – już nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam zgagę, problem sam przeszedł). Szczerze wszystkim polecam weganizm. Jeśli nie interesuje Was sytuacja zwierząt, to zróbcie to dla siebie, dla Waszego zdrowia.

– ENGLISH –

My Dears, today is time for summary. Three months ago my life has totally changed. From amateurish vegetarian, I became conscious of choices vegan. Three months ago I was still buying cosmetics tested on animals. I ate eggs, drank milk, completely not realizing how much animals suffering on this farms.

As you already know (or not) since 16 years I don’t eat meat. Being a vegetarian for purely ethical reasons, doesn’t mean a healthy lifestyle. Vegetarian fast foods are the same fat as the meat versions. As a teenager I already having problems with my weight. “Good aunts” loved to point out my “women” body shape. At the age of 15, I started my first diet. From an innocent diet to bulimia, and ending with depression. Of course I was losing my weight. In the most critical period of my life, with an increase 165cm, I weighed 38kg. Flattering comments about my body, that I look so skinny, only strengthened me that what I’m doing is right. Unfortunately, a devastating diet, can not be long hidden. Parents worried so much… I felt awful. I started to eat regularly, but with huge remorse. Nothing happened, so i started eat normal food more willingly. After a few months, I woke up with a weight of 55kg and with gentle cellulite on my thighs, buttocks and stomach. Then started all problems. New diets and jo-jo effects have caused that all my attention I put on my look. I couldn’t think of anything else. Then, luckily I experienced spiritual transformation. I was born as Catholic, but I never thought how great a gift is my body and how terrible way I’m treating it. With the help of good people, I gave up with all diets, I started to eat normally. I gained weight. But I accepted myself as I am. Everything would be fine if not continuous weight gain, monthly cold, sleepiness and relentless desire for sweets. I felt that even though spiritually I’m happy, and finally I’m looking at myself with love, physically and mentally, still I can’t stay in peace.

3rd of July this year, late in the evening I was watching videos of beautiful AnnieJaffrey. In one of them, she talks about changing her diet to 100% RAW. She mentioned also FreeLee the Banana Girl, incredibly inspirational Australian which created the “RAW till 4” diet. This same evening, I watched a few of her videos. The most touched me two, which I already mentioned in my first post, from the series “VEGAN vs XXI CENTURY”:

REASONS TO STOP DRINKING MILK

REASONS TO STOP EATING EGGS

I remember that this evening when closing the laptop, I was sure of one thing: from tomorrow, I will not touch anything what contains animal products. At the beginning it wasn’t easy. Suddenly I realize that my previous diet, doesn’t contain anything that would be 100% free of dairy. By the first week, I literally drowning in disappointment. I felt I didn’t have anything to eat. Plus all the time I had awful feeling of sleepiness, probably worse than before and the whole time I was thinking about chocolate. Even every day I had a fruit smoothie, nothing changed. It didn’t break me, I knew that the reason of my feeling is DETOX. From day to day, I gained new information. Reason of a strong desire for chocolate was insufficient amount of carbohydrates in my diet. I decided to eat as many fruits as possible. If you are wondering if this decision reflected on my weight, the answer is YES. At the beginning of the diet I lost a few pounds. I was so happy. Not only the feelings of sleepiness gone, desire for chocolate and coffee disappeared, but also I started to losing weight.

The better I felt, the more fruits and seeds I ate. I had a lot of energy, so I started to exercise. To my surprise, after 2 weeks I gained 6 kg. Initially it was a shock, but instead of panic I decided to look into my new diet. Fruit smoothie in the morning, organic muesli or vegetable salad for lunch, fresh fruits after work and cooked vegetables for dinner. Dream diet, so what’s wrong? Accidentally I found information about salt. I knew that salt retains water in the body, that we should reduced it in our diet, etc. But since long time I don’t using salt at all. Then I realized that the flavored cubes or regular tomato sauce, which I’m adding to my evening meals are salt bombs. Plus min 2 liters of water and bam 6kg extra. After replacing the flavored cubes on organic soy sauce and regular tomato sauce on these with a low salt, the weight returned to normal within a week. After 2 months of exercise my body has changed considerably. Finally my 3rd months “pregnant” stomach has reduced by half. By the time since I’m on a vegan diet, I do not get sick even once. I feel light, healthy and I have a lot of energy. I experience an inner sense of happiness.

The most important aspects of my life, after three months of a vegan diet:

  • I eat as much as I want (fruits and vegetables as well as paste, rice with vegetables, or veg lasagne)
  • I have a lot of energy, finally I exercise regularly, as I always wanted
  • I started to losing weight, even I eat much more and tastier than before
  • I start to think about my health, not only about my beauty. I feel more beautiful and happier
  • I learned to cook
  • I stopped to get sick. Previously, my body was so weak that I caught a cold almost every month
  • less animal suffering because of me
  • I met (not personally) many wonderful and inspiring people. More likely I develop my knowledge

At the end I’ll just add that I understand that in life there are better and worse moments. A vegan diet will not solve our financial problems, will not find work for us, does not help with problems in our relationship, or not change diapers for our little baby. With all our problems or tasks, we have to deal as before. However, it will give us lots of power and energy. Apart from the ethical aspects and the situation of animals a vegan diet is a healthy diet. We don’t get sick, we don’t spend money on medication. Sincerely I recommend vegan diet to everybody. If you are not interesting of animals situation, do it for yourself, for your health.

Your Jasmine.

Advertisements

2 comments

  1. Uwielbiam cię czytać. Szkoda, że sama nie umiem tak interesująco pisać, bo też założyłam bym bloga. Ja od 3 lat jestem wegetarianka. Właśnie zaczęłam studia i pierwszy raz spotkałam się z ludźmi, którzy tego nie wyśmiewają. Też nie jestem szczupła i w liceum wyśmiewali się ze mnie, że jem mięso po kryjomu. Myślałam o przejściu na weganizm, nie chce krzywdzić zwierząt, ale obawiam się, że wtedy to już w ogóle nie będę miała co jeść, szczególnie w szkole, na stołówce. Nie chce też, żeby nowi znajomi zaczęli uważać mnie za dziwaka. Nie chce już wracać do czasów liceum. Jeśli to nie problem, to chętnie poczytam, jakie rady dałabyś osobom takim jak ja. Które chcą przejść na weganizm, ale nie bardzo wiedza jak, w sensie, szkoła, rodzice i wyśmiewający znajomi.

    Like

    1. oj… Moja Droga, doskonale Cię rozumiem. Ja do tej pory spotkałam sie z wieloma komentarzami w tym stylu: “to co ty jesz?”, “oszalałaś”, “jesteś przy kości, bo jesz banany, banany są nie zdrowe, pełne cukrów”, itd. Niestety adresaci takich komentarzy, zwykle są niedoinformowani. Jak się czegoś nie rozumie, to najłatwiej skrytykować. Wydaje mi się, że najważniejszy jest cel. Jeśli jesteś go świadoma, to nie ma siły, która Cię pokona. Nie chcę Cię tutaj namawiać. O tym, że warto przejść na weganizm, wnioskuję, że sama już wiesz. Zbieraj siły i zrób to, kiedy będziesz gotowa. Mądrzy znajomi zrozumieją.

      Dziekuję Ci za miłe słowa. To bardzo buduje. Jesli zdecydujesz sie na bloga, to czekam na linka. Dziekuję za pomysł na post :-*

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s